03.11.2010

Madonna.

Uwielbiam przedmioty sakralne: krzyże, figury Świętych, różańce, kropielniczki, książeczki do modlitwy.
To uwielbienie zostało mi po mojej Babci, którą, gdy byłam małą dziewczynką uważałam za świętą!
Babcia bowiem zawsze kojarzyła mi się ze złożonymi dłońmi w modlitwie, ze wzrokiem głęboko wpatrzonym w stronice starej, sfatygowanej książeczki do nabożeństwa, z różańcem, który splatała w modlitwie pomiędzy palcami. Miała przedziwny „dar”...
Miewała sny zwiastujące coś złego, coś, co miało się wydarzyć w rodzinie. Wówczas do trzech dni przychodził telegram z wieścią o śmierci, a mnie ciarki przeszywały na wskroś. Miewała też wizje na jawie.
Nigdy nie zapomnę Jej snu. Usiądź Aluniu, i posłuchaj...
„Jestem małą dziewczynką. Idę piękną ukwieconą łąką wesoło podskakując i podśpiewując. Moje bose stopy stąpały po trawie zroszonej poranną rosą. Słoneczko zapowiadało piękny dzień. W pewnym momencie dostrzegłam postać na polance ubraną na biało. To była kobieta. Jej włosy skrywał biały, zwiewny materiał. Wokół postaci jaśniała poświata. W pewnym momencie spojrzała na mnie uśmiechając się. W jej dłoniach ujrzałam dzban, z którego wylewa wodę. To była Maria, chciała mi coś powiedzieć, ale obudziłam się w tym momencie...”
Następnego dnia, gdy odwiedziłam Babcię usłyszałam słowa, które dźwięczą mi w uszach po dzień dzisiejszy...
„Aluniu, już ze szkoły wróciłaś? Może zjesz zupkę? Pamiętasz dziecko mój wczorajszy sen? Była dzisiaj u mnie ta kobieta ze snu, była u mnie Maria, tu, w domu. Stała przy komodzie w przedpokoju, i patrzyła na mnie, jak gotuję obiad. Blask z przedpokoju promieniał w całej kuchni. Gdy spojrzałam na nią, postać powoli znikała, rozmywała się...”
W tym momencie zaczęłam płakać, bo okropnie bałam się tych „nieziemskich” opowieści. Babcia już nigdy potem nie raczyła mnie swoimi wizjami. Słyszałam tylko czasem z Jej ust, że coś złego się stanie, ale nigdy nie wdawała się w szczegóły.
W tamtym jednak czasie, następnego dnia przyszedł telegram zawiadamiający o śmierci Jej ostatniej żyjącej, bliskiej krewnej, ukochanej siostry Anny.

Wiele godzin mojego dorosłego życia poświęciłam na rozmyślanie nad moją Babcią. Kim była? Bo z całą pewnością nie była to taka „zwykła” kobieta, jakich dzisiaj pełno na ulicach miast i wsi.
Będąc dzieckiem uważałam Ją za Świętą, dziś mam nadzieję, że jest wśród Nich. Zasłużyła na to. Jej życie było jednym, wielkim, niewyobrażalnym pasmem cierpień i nieszczęść. Nie zaznała w całym życiu ani krzty radości.
Ostatnie lata przykuta do wózka inwalidzkiego, nie wstająca, nie chodząca, ale zawsze z książeczką i różańcem w dłoniach.
Biło od niej dobro, spokój, ciepło. (kurcze, już mam schlapaną klawiaturę od potoku łez)... Zawsze gdy cierpię, i brak mi sił na zmaganie się z życiem proszę, by mnie do siebie zabrała. Tak strasznie za Nią tęsknię! Ale widocznie nie jest to jeszcze moja pora...
Ale się rozpisałam, a miałam tylko napisać, że i ja mam w końcu swoją figurkę Madonny. Nie jest niestety ani pamiątką po mojej Babci, ani nabytym antykiem. Jest współczesna, kupiona w sklepie z dewocjonaliami. Ponieważ była mocno kolorowa, rzekłabym odpustowa, od razu przystąpiłam do malowania. I tradycyjnie: szary podkład, i biel metodą suchego pędzla. Oto ona:













































Lubię na nią patrzeć. Przynosi mi spokój i ukojenie, taki sam, jak wtedy, gdy patrzyłam w kochające oczy Babci. Pisało się w nich cierpienie, ale też ogromna pokora.
Gdy stoi w blasku słońca, roztacza klimat jak z babcinego snu...

Może któraś z Was miała także, "nieziemską" Babcię?
Miło mi będzie poczytać podobne historie.
Pozdrawiam Was serdecznie, życząc miłego, ciepłego dnia :)

21 komentarzy:

  1. Przepiękny post, jak zawsze u Ciebie bardzo mądry i taki... głęboki.
    Przepiękna figura, idealnie wpasowała się w Twoje wnętrze. Napiszę Ci Alexo dwa słowa na maila jeśli mogę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezwykła historia Alexo. Myślę, że wiele z nas tak właśnie pamięta swoje babcie. Krzątajace się po domu, nucące cicho godzinki, albo przekładające paciorki różańca. A przy tym dobre, cierpliwe i wyrozumiałe. Babcie po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  3. * ELAMIKO, dziękuję za miłe słowa. Pisz Kochana, odpiszę jeszcze dzisiaj.

    * MIRO, masz rację: "Babcie po prostu" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałaś niesamowitą babcię - nie miałam tej radości, jednej w ogóle nie znałam, druga mieszkała bardzo daleko i nieczęsto ją odwiedzaliśmy. Czytając ten post aż gęsiej skórki z przejęcia dostałam...
    Pozdrawiam serdecznie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo piękna i poruszająca opowieść. I jak niezwyklą osobą byla twoja babcia.
    Ja też wspominam swoją z wielkim sentymentem, chociaż odeszla juz bardzo dawno - babcia kojarzy mi się ze szczęśliwym dzieciństwem.
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Matko az mnie ciarki przeszly. Ja tez mialam babcie ktora pzreczywala rozne rzeczy. Opowiadala mi ze jak byla w ciazy z moim tata snila o labedziu ktory mial podwiniete (wygiete) prawe skrzydlo. I jak rodzila mojego tate krzyczala zeby obejrzec jego prawa reke. Moj tata urodzil sie z zrosnietymi palcami ( kciukiem i wskazujacym) prawej reki!
    Tak wiec szczerze wierze ze twoja babcia tez miala taki dar. Ja za swoja babcia tez bardzo tesknie. Chyba przekazala mi sowje zielone palce, bo u mnie w ogrodzie co zasadze rosnie jak szalone!! :)
    Piekna Madonna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. * BESTYJECZKO, tak bardzo mi przykro, że nie doświadczyłaś tego czym jest miłość babci. Jej nie da się porównać z miłością rodziców. Babcie nie karcą, nie krzyczą, nie gniewają się. Babcie są tylko od kochania...

    * YANKO, tak, babcia to szczęśliwe dzieciństwo :) Pozdrawiam Cię :)

    * MONIQUE, niesamowita opowieść. Jednak coś te nasze babcie w sobie miały... Dawniej ludzie byli dużo bardziej wierzący, i myślę, że stąd brały się ich "dary". Masz po swojej Babci dar do wszelkiej "zieleniny". Mogę go jedynie pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Alexo, Ty to umiesz człowieka do łez doprowadzić.

    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. * MA.OL.SU, ja Ciebie też pozdrawiam, bardzo, bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Post do ostatniego słowa nasiąknięty mistycyzmem.
    Szkoda, że mojej babci także nie ma wśród nas.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  11. Alu, alez ona wygląda jakby była z kamienia i gdybys nie napisała, że była kolorowa, odpustowa, to w życiu bym nie uwierzyła :) Niech Cię strzeże i napełnia spokojem i siłami!
    Buźka

    OdpowiedzUsuń
  12. Alicjo ja przeczytalam ten post z wielka ciekawoscia.
    Mialas niesamowita Babcie.
    Uwielbiam takie historie.

    Zamilowanie do sakralnych przedmiotow tez posiadam. Mam Madonne wlasnie od mojej babci, ale do renowacji brak podstawy wiec lezy i czeka az cos wymysle.
    A tak sie sklada ze dzis w sklepie spotkalam Madonne bardzo kolorowa, Ty swietnie wybrnelas z tematu i figurka prezentuje sie idealnie.
    Moze wroce po nia i porzemaluje , kto wie.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  13. piękny post i nie tylko Tobie się łezka zakręciła w oku :)

    moje obie Babcie nie żyją - jedna zmarła, jak moja Mama miała 7 lat, druga, jak ja miałam ok 2 lat

    Dziadek (tata Mamy) ożenił się po raz drugi, ale ta obecna Babcia, jest w sumie babcią tylko z nazwy niestety, więc tak lekko zazdroszczę Tobie takiej Babci

    buziaki i się oszczędzaj

    OdpowiedzUsuń
  14. Myslalam , ze piszesz o mojej babci Helenie . Mialam te okazje to przezyc prawdziwa Babcie z bajki.... Alexso dziękuje za każde słowo twojej opowieści mam teraz lzy i lykam ciezko bo mi jej tak brak. Możesz sobie wyobrazić ,ze nawet pamiętam jej zapach .Zapach na krem lanolinowy .Ja tez posiadam moja Madonnę i Jezusa .Bez tego mój dzisiejszy dom nie moze istnieć . To nie ważne co to za Maryja ważne jest przeslanie i pamiec tej wlasnie TAMTEJ chwili , momentu szczescia. Wznośmy ołtarze dla Nich !!!!!!
    Twoja Ania

    OdpowiedzUsuń
  15. Aluś myślałam że ta Figura jest z kamienia...pięknie Ci wyszła i niech Ci daje ukojenie!!!Twoja historia o babci bardzo przejmująca...ja pamiętam swoja bacie jak zawsze pod rękę z dziadziem szła do kościoła a po mszy na obiad przychodził ksiądz..brat babci...wiele różańców, obrazków, modlitewników i wieczorem babcie klęcząca przy łóżku z zamkniętymi oczami...modliła się!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj!!
    Jak pięknie u Ciebie :)))))) Cieszę się , że cię odnalazłam, Twoje wnętrza są bardzo inspirujące, niecodzienne połączenia. Zamieszkam u Ciebie na stałe, będę zaglądać, podglądać, podczytywać. Zapraszam do siebie.Patti

    OdpowiedzUsuń
  17. To bardzo interesujące co napisałaś o swojej babci. Niesamowity człowiek. Bardzo poruszają mnie zawsze historie kobiet, które nie miały lekkiego życia a mimo to maja w sobie tyle światła, tyle radości, wiary,nadziei i miłości, że pół świata tym mogłyby obdarować...To bardzo wzruszające i inspirujące historie. Zawsze podziwiałam takie kobiety i stawiam je sobie za niedościgniony niestety wzór. Twoja babcia była niesamowita!
    Co do przedmiotów sakralnych to mam do nich wielka słabość...i muszę bardzo uważać by nie zamienić domu w świątynię;)

    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniała opowieść i wspomnienie o Babci. Moją babcię często widuję w snach i mogę z nią rozmawiać - choć ostatnio mi to rzekła "Ja Ci nic powiedzieć nie mogę"
    Maryja i mi się śni.
    Twoja figura jest śliczna, wygląda faktycznie jak z kamienia po tej przeróbce.
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale ja lubię te Twoje zdjęcia w charakterystycznym dla siebie stylu!
    Pięknie! A moja Babcia jest cały czas niezwykła i niech tak jak najdużej pozostanie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Też miałam ukochaną babcię,która na dodatek mnie wychowała,rozczulił mnie twój post,przywiał wspomnienia,widać Ale już tak mają...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Babcia chyba jakas nawiedzona byla,albo miala schozofrenie.Jak mozna dziecku takie dyrdymaly opowiadac?Wcale sie nie dziwie,ze zaczelas plakac.To jakas masakra.
    Bella

    OdpowiedzUsuń