Czytam na wielu Waszych blogach o zainteresowaniu akcją robienia miodu majowego z „mleczy”.
Doczytałam też, że są osoby, które jeszcze o nim nie słyszały, a nawet wręcz boją się go spożywać.
I stwierdziłam, że muszę podzielić się z Wami moimi naocznymi doświadczeniami w tej kwestii.
Otóż mój syn od 6 roku życia ma stwierdzoną astmę.
Nabawił się choroby wskutek niewłaściwej diagnozy lekarskiej i niewłaściwego leczenia.
Od 4 roku życia zaczął bardzo chorować (dwa razy w miesiącu na antybiotykach!). Lekarze, nie zdiagnozowali nasilonej alergii i przez kolejne dwa lata leczyli dziecko na infekcje, dopatrując się obniżonej odporności organizmu. Brał zastrzyki na podniesienie odporności, stosowane były kuracje z leków sprowadzanych z zagranicy. I nic :(
Przez te dwa lata alergia toczyła spustoszenia w organizmie, zwłaszcza w górnych i dolnych drogach oddechowych i przerodziła się w astmę. Syn łącznie leżał 13 razy w różnych szpitalach.
Byliśmy wszyscy przerażeni.
Funkcjonował na zasadzie przyjmowania stałych leków, których nie mogło zabraknąć nawet jednego dnia.
W wieku ok 9 lat (3 rok leczenia astmy), usłyszeliśmy o miodzie z mniszka.
Zawsze wiedziałam, że ta roślinka ma właściwości lecznicze, ale że aż tak?!
Powstał wówczas pierwszy zapas cudownego majowego miodku. Syn przyjmował każdego dnia rano, na czczo jedną łyżkę tego specyfiku. Po kilku tygodniach przestał kaszleć. Po kilku miesiącach rtg płuc wykazało poprawę. Po roku mógł odstawić leki!!!
Ale najważniejsze!
Dziecko nie choruje! W ogóle!
Nabrał takiej odporności, że od kilku lat w ogóle nie zapada na żadne choroby. A jeśli już go coś dopadnie to tylko i wyłącznie sezonowa grypa, z której wychodzi po góra dwóch dniach! O przeziębieniach, katarze i kaszlu nie ma mowy! Przez 3 lata miał w szkole, jako jedyny uczeń w swojej klasie 100% frekwencję w skali całego roku! To już o czymś świadczy.
Sama wielokrotnie się zastanawiałam nad tym, jak to możliwe?
Dzisiaj syn ma 15 lat i nadal codziennie rano, na czczo połyka łyżkę „lekarstewka” :)
Wieść o cudownych właściwościach mniszka rozeszła się wśród rodziny i znajomych. Znam ludzi, którzy podobnie jak mój syn Oskar, nie wyobrażają sobie zdrowego funkcjonowania bez tego złocistego nektaru.
A historii o cudownych "uzdrowieniach" znam już kilka.
Nie bójcie się więc Moje Drogie i róbcie miodek, bo wyjdzie Wam to tylko na zdrowie :)
Ważne!
Kwiaty zbieramy całe, tzn całe kwiatostany, a nie jedynie płatki!
Zbieramy jedynie majowy wysyp, stąd nawet wzięła się nazwa „miodek majowy”
Kwiaty muszą być „zdrowe” i wolne od zanieczyszczeń (dym z kominów, spaliny), oraz chemii (opryski)!
My od lat zbieramy na taj samej łące, u znajomego rolnika.
Z dala od miasta, od drogi. Na łące, na której wypasane jest każdego dnia bydło.
Taki zbiór to sama przyjemność. Trzeba jedynie uważać na...krowie placki ;)
A teraz kilka słów prosto z encyklopedii:
Mniszek lekarski (mniszek pospolity) - Taraxacum officinale
Roślina lecznicza: kwiat – Flos Taraxaci, korzeń – Radix Taraxaci.

Sok mleczny znajdujący się we wszystkich częściach mniszka zawiera inulinę, kwas krzemowy i lakton, witaminy z grup A, B, C, D. Korzeń mniszka zawiera gorycze seskwiterpenowe, triterpeny, fenolokwasy, polisacharydy, i sole mineralne.
Działanie:
Kwiat działa moczopędnie. Jego korzeń zawiera sporo soli mineralnych, zwłaszcza potasu, kwasy organiczne, sterole, różne związki cukrowe, na przykład inulinę, cholinę. Odwar z korzeni lub nalewka pomagają w schorzeniach dróg żółciowych i kamicy żółciowej oraz przy wszystkich problemach wątrobowych. Pomaga przy kłopotach trawiennych. Dzięki interferonowi podnosi odporność organizmu, powinni więc go spożywać anemicy. Obniża poziom cholesterolu, pomaga w leczeniu miażdżycy, początków cukrzycy, otyłości, reumatyzmu i gośćca. Zalecany jest również przy chorobach skóry. Podnosi sprawność seksualną kobiet i mężczyzn. Jest niezastąpiony w leczeniu górnych i dolnych dróg oddechowych. Zalecany w astmie oskrzelowej.
(podstawowe wiadomości i zdjęcia – internet)
* * * * *
Zostałam zaproszona do zabawy przez naszą koleżankę Jolannę.
Z miłą chęcią wezmę w niej udział :)
Otóż, należy odszukać w swoim komputerze 10 zdjęcie od końca i krutko opisać historię, która się z nim wiąże.
Ponieważ dwa lata temu, we wrześniu, wymieniłam komputer, mam na dysku zapisane zdjęcia tylko z ostatnich dwóch lat. Znalezienie tych pierwszych nie było trudne. 10 zdjęcie od końca przedstawia budynek opery wrocławskiej.
Dwa lata temu mój syn chodził do ostatniej klasy szkoły podstawowej. Całą ferajną jechali na wycieczkę, do opery na spektakl „Otello” Giuseppe Verdi'ego. Zostałam poproszona przez wychowawczynię o pomoc w ujarzmieniu rozbrykanej gromady liczącej 26 osób. Z nieskrywaną przyjemnością wybrałam się, jak za dawnych lat na autokarową, szkolną wycieczkę :)
Było naprawdę miło. Jedynie wieczorem głowa mi już pękała w szwach, gdyż dawno odwykłam od takiego szumu, jaki potrafi wywołać 26 rozgadanych, rozentuzjazmowanych, rozkrzyczanych nastolatków...
Teraz ja chciałabym poznać historię Waszego 10 zdjęcia.
Zabawa jednak dotarła już na wiele blogów i nawet nie wiem do końca,
czy jest jeszcze ktoś, kto nie brał w niej udziału?
Zapraszam: Itę, Ikę, Maję, Ushii i Dag-eSz.
Miłego dnia Kochani :)
I bierzcie się za wyrób miodku, póki jeszcze nie jest za późno.
Z chwilą kiedy pierwsze mlecze zaczynają przekwitać, na miód jest niestety za późno, gdyż jego działanie jest znacząco osłabione. Wtedy trzeba czekać na kolejny wysyp, który będzie miał miejsce za okrąglutki rok.
A niestety z roku na rok obserwuję przyspieszoną fazę rozkwitu tej cudownej roślinki.
Pewnie niebawem zmieni nazwę na „miodek kwietniowy” :)
**************************************************

