9.01.2012

Szare dni i coś na osłodę...

Szarość w przenośni i w rzeczywistości.
Widok jaki roztacza się za oknami jest obrazem nędzy i rozpaczy. Właściwie gdzie okiem nie sięgnąć dominuje ponura szarzyzna, która kojarzy mi się z wszechobecnym brudem.
Gdyby zechciała do nas zawitać Pani Zima, od razu zrobiłoby się czysto, jasno, lekko, świeżo, po prostu pięknie! Straciłam wiarę na prawdziwe nadejście mojej ulubionej pory roku. Nawet świąteczne akcenty nie cieszą, dlatego po wizycie duszpasterskiej, którą miałam dzień przed świętem Trzech Króli, pochowałam większość dekoracji, pozostawiając nieliczne, drobne detale (mini wianuszek ze sztucznych gałązek, mini wiązanka ze srebrnego igliwia).



W dniu św. Trzech Króli, popołudniu pojechaliśmy z Alkiem do „mojego” Kościółka. Nie na mszę, ale ot tak, aby w ciszy i spokoju pobyć z Panem Bogiem sama na sam. Celowo użyłam zwrotu „mój”, nie dlatego, że należę do tej parafii, ale najzwyczajniej w świecie uwielbiam ten stary, ogromny, gotycki Kościół, którym byłam zafascynowana od dziecka.
Powstał w latach 1370-1420 za czasów rządów księcia Ludwika I. Kościół ma trzynawową charakterystykę bazyliki z wydłużonym korpusem pozbawionym podziału na chór i partie naw. Strzelistość nawy głównej z gwiaździstym sklepieniem i wysmukłymi oknami skontrastowano z niskimi, szerokimi i ciemnymi nawami bocznymi. Nawę główną od bocznych oddzielono prostymi filarami i linearnymi przęsłami, nie ograniczającymi przestrzeni wnętrza. Kościół posiadał bogaty wystrój rzeźbiony w drzewie oraz zespół witrażowy. Do dzisiaj zachowały się tylko fragmenty. Drewniane części spłonęły podczas II wojny światowej.
Zaliczany jest do jednych z największych bazylik gotyckich na Śląsku.


Sobota... Kolejny ponury, szary, pochmurny dzionek. Dobrze, że chociaż nie jestem sama, Alek ma wolne, więc siedzimy razem w domciu. Nagle podejmujemy spontanicznie decyzję – jedziemy zwiedzić kolejny zamek! Aura wręcz sprzyja mrocznym widokom wokół starego zamczyska. Tym razem wybraliśmy się do Bobolic, do Zamku Królewskiego zbudowanego za panowania Kazimierza Wielkiego w II poł. XIV wieku.
Zamek znajduje się na Szlaku Orlich Gniazd, gdzie wraz z innymi, sąsiadującymi zamkami stanowił system obronny zachodniej granicy państwa. Wedle powyższego wybierając się do Jury Krakowsko-Częstochowskiej możemy kierować się szlakiem 8 zamków i zwiedzić kolejno: Zamek w Olsztynie, Zamek w Mirowie, Zamek w Bobolicach, Zamek w Morsku, Zamek w Ogrodzieńcu, Zamek w Smoleniu, Zamek w Rabsztynie oraz Zamek w Pieskowej Skale.

ZAMEK KRÓLEWSKI BOBOLICE











Zaliczyliśmy” tym razem tylko Bobolice, z uwagi na sporą odległość. Aby dotrzeć do celu musieliśmy pokonać 180km w jedną stronę. Pozostałe zamczyska zostawiliśmy więc na inne okazje i być może na inną porę roku ;)
Ta wycieczka była niczym słodki cukieras na osłodę szarych, nijakich dni. Zważywszy na fakt, że towarzyszył mi mój „osobisty” cukierasek, który jak zawsze był bardzo troskliwy i opiekuńczy :)

Wobec tego słodko Was pozdrawiam Dziewczyny i Chłopaki ;)


ALEXA

8.01.2012

Kolorowe jeziorka.

Kilka tygodni przed końcem roku, korzystając z uroków słonecznej niedzieli, wybrałam się z Alkiem w miejsce, które po raz trzeci zostało mianowane jako jedno z najciekawszych zakątków przyrodniczo-krajobrazowych Polski. Miejsce to nosi nazwę „Kolorowe Jeziorka”.
To 4 stawy znajdujące się w Rudawach Janowickich, na północnym stoku Wielkiej Kopy. Położone są na wysokościach od 560 m n.p.m. do 730 m n.p.m. Jeziorka powstały w miejscu wyrobisk dawnych, niemieckich kopalni. Ich kolor ściśle wiąże się ze składem chemicznym dna. Zobaczymy więc jeziorko purpurowe, błękitne, zielone, oraz czarne, najmniejsze i najwyżej położone, które okresowo wysycha. Na przełomie XVIII – XX wieku wydobywano tu piryt, krystaliczny siarczek żelaza, z którego produkowany był kwas siarkowy.
Cały teren obfituje w ciekawe, rozmaite wzniesienia pirytu, które przybierają barwę od jasnożółtej po brązową. W pirytowych skałach znajdują się tunele. Woń, która roztacza się wokół skałek nie jest ciekawa, chyba wszyscy pamiętamy z lekcji chemii „zapach” kwasu siarkowego ;)
Ale obrazy, które wyłaniają się z każdym krokiem są warte poświecenia, zważywszy na fakt, że do wyżej położonych jeziorek wiedzie szlak dość męczący, przy którym ja i moje serducho polegliśmy totalnie. Po drodze zaliczyłam odpoczynek na pniu drzewa: usiadłam i myślałam, że już nie wstanę :) Alek przyszedł mi z pomocą, i niemal zaciągnął mnie na górę, do celu, gdzie przy ostatnim jeziorku paliło się ognisko specjalnie dla turystów, aby mogli ogrzać się i zjeść coś na gorąco.
Moi Drodzy, jeśli kiedyś będziecie w pobliżu, polecamy Waszej uwadze to miejsce, najlepiej wybrać się tam wiosną, latem lub wczesną jesienią.
A teraz zapraszamy Was na wirtualny spacer:

KOLOROWE JEZIORKA










To był bardzo wesoły dzień, obfitujący w zachwycające obrazy, pozytywne zmęczenie, radosne fotografowanie i zwariowane grzanie zmarzniętego "tyłka" oraz wychłodzonych innych części ciała nad palącym się ogniskiem niemal na szczycie góry :)
Dlatego nie polecamy zwiedzania tego uroczego zakątka późną jesienią, ani tym bardziej zimą.

Pozdrawiam Was bardzo cieplutko :)

ALEXA

4.01.2012

W pogoni za barwą nieba.

Tego dnia wiedziałam, że muszę się „streszczać”. Obiad już czekał, gdy Alek wrócił z pracy, zjedliśmy niemal w biegu, chwyciliśmy za aparaty i pędem do auta! Słoneczko niestety nie poczeka, a właśnie ono miało być „gwiazdą” tej sesji zdjęciowej.
Pojechaliśmy nad stawy, obok których Alek wielokrotnie przejeżdżał wracając ode mnie. Zachwycił się tym zakątkiem przyrody, gdy pewnego dnia spiesząc się raniutko do pracy, właśnie w tym miejscu zobaczył przepiękny obraz budzącego się dnia.
Wschód trudniej nam będzie uchwycić ze względu na wczesną porę, ale zachód...
W drogę!!! :)
Zdjęcia ułożone są chronologicznie. Początkowo zastaliśmy „pastelową ciszę”, niebo było wręcz „dziewicze”. Nagle wyłoniła się cała gama soczystych barw, od ostrej żółci, po jaskrawy pomarańcz. Spektakl zakończył się paletą stonowanych fioletów, błękitów i granatów.

Zapraszamy :)



Zczyna się spektakl kolorów...










Lubię te obrazy. Często ustawiam je na pulpicie swojego monitora.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :)

ALEXA

3.01.2012

Lampka. Zbędny balast.

Mój ulubiony kącik wypoczynkowy doczekał się lampki.
Żadna z tych, które miałam w domu nie pasowała mi w to miejsce w 100%.
Jedna za wysoka, druga za obszerna, a jeszcze inna za masywna.
Przerobiłam więc to i owo, w efekcie mam lampkę, która spełnia wszelkie wymogi. Spód lampki „pożyczyłam” z pokoju syna, stelaż pod abażurek adoptowałam z jakiegoś starego klosza, a sam abażurek przerobiłam tak, że teraz jest zupełnie odmieniony i diametralnie inny od pierwotnej wersji.
Przede wszystkim wyprułam z niego podszewkę, która nie przepuszczała światła. Ponieważ chciałam otrzymać wąziutki abażur, ze starego musiałam wyciąć ok 1/3 materiału. Teraz pozostało jedynie zszyć i górną część zmarszczyć dopasowując do obwodu stelaża.
Mam „nową” lampkę :) Cieszę się nią bardzo, bo jest dokładnie taka, jaka mi po głowie „chodziła” ;) I w końcu światło przebija przez cały abażurek, a nie tylko dołem przez ozdobną koronkę.




Przed Świętami udało mi się spaść z wagi, byłam dumna, że spodnie wstrętnie mi wiszą na tyłku, a przód przekręca się na bok. Niestety okres świąteczny był bezlitosny! :( Czuję, że podjadanie wszelkich dobrodziejstw podniebienia zniweczyło po części moją radość.
No ale jak tu się oprzeć takim rarytasom! W dodatku nasze Mamy dostarczały nam swoich pyszności. Sero-makowiec mojej Mamy nie ma sobie równych, jest mokry, a przy tym warstwa sera to istny puszek. Z kolei Mama Alka uraczyła nas szarlotką tak pyszną, że po pierwszym gryzie stwierdziłam, że pyszniejszej w życiu nie jadłam!
Miło było oddać się rozkoszy, a teraz...
Teraz wskakuję na TWISTERA! :)


Dziewczyny, jeśli macie podobny poświąteczny problem szczerze polecam Wam to obrotowe kółko. Jest tanie, małe, poręczne. Miejsce na stopy jest anatomicznie profilowane, posiada wypustki masujące, które stymulują receptory. Wystarczy, że kilka razy dziennie staniecie na twisterze i poszalejecie niczym na parkiecie :) Uginając dodatkowo nogi w kolanach podnosimy próg trudności, teraz bardziej przypominamy narciarza pędzącego ostrym slalomem ;) Uwierzcie mi, każdy mięsień bierze udział w "zabawie”, po kilkunastu minutach można się nieźle spocić. Wszak o to chodzi, by „wypocić” zbędne kilogramy ;)
Jest tylko jedno „ale”... Zapominalska jestem, i to strasznie! Więc aby temu zaradzić, wieczorem zostawiam twistera metr od łóżka. Rano, gdy wstaję, potykam się o niego i od razu przypomina mi się, w jakim celu go tam położyłam ;))
To co dziewczyny, pozbywacie się balastu razem ze mną? :)
Ściskam Was :*

ALEXA

2.01.2012

Kolejne do kolekcji...

Tak, i już po wszystkim...
Masa przygotowań, sprzątania, pitraszenia, wielogodzinnych kolejek w marketach, wszystko z myślą o Świętach i powitaniu Nowego Roku.
A jaki ten czas był dla mnie i moich najbliższych?
Był bardzo rodzinny, spokojny i ciepły.
Na Wieczerzy Wigilijnej, jak co roku byliśmy u Rodziców. Lecz tym razem po kolacji zamiast pogaduszek przy włączonym tv, postanowiliśmy „zaszaleć” nieco inaczej i gwoździem wieczoru była gra planszowa „labirynt”, w którą zaangażowali się wszyscy domownicy. Burza mózgów trwała kilka godzin, przy czym było tak wesoło, że chyba stanowiliśmy najgłośniej „rechoczącą” się rodzinką na całym osiedlu :)
Rozgrywki trwały do 1 w nocy.
Aby oderwać się od stołu i świątecznego jadła wybrałam się z Alkiem w drugi dzień świąt na kolejną wyprawę szlakiem polskich ruin. Oboje uwielbiamy fotografować ruiny: zamki, pałace, klasztory, są dla nas prawdziwymi wyzwaniami. Wszelkie wyjazdy, te bliższe i te bardziej odległe ustawiamy pod kątem możliwości „zaliczenia” kolejnych do kolekcji. Szczerze mówiąc nie fascynują nas pięknie odrestaurowane zabytki kultury polskiej, za to z ogromną fascynacją podziwiamy to, co pozostało po poprzednich epokach w postaci skrawków dziejów, które zmuszają do wytężania wyobraźni, do nostalgii, spokoju i zadumy.
Tym razem zwiedziliśmy Kopice, gdzie znajduje się pałac, o którym zwykło się mówić "pałac na wodzie" gdyż otoczony był z trzech stron rozległymi stawami, z imponującym 60-hektarowym parkiem.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o miejscowość Kałków, w której znajduje się kościół zbudowany przez Templariuszy o czym krąży wieść od najstarszych pokoleń.
Nazwa miejscowości nie ma nic wspólnego z tym, co mogłoby się wydawać takie oczywiste... ;)
Kał” w staropolskim języku oznaczał „błoto”, w tym przypadku chodziło o błotniste tereny, na których został wzniesiony.

KOPICE






KAŁKÓW



Sylwester w domciu, w komplecie :) Pomimo przeziębienia mój Kochany Aluś zjawił się z butelką dobrego szampana i baterią „artylerii” sylwestrowej ;) Przed północą dołączyli do nas moi Rodzice. Po toaście wyszliśmy przed dom, by „wystrzałowo” powitać Nowy Rok.
W pierwszy dzień 2012r także nie zamierzaliśmy siedzieć przed ekranem telewizora i objadać się bez umiaru. Po śniadaniu wyruszyliśmy do miejscowości odległej o 70km, do Henrykowa, gdzie znajduje się barokowy Klasztor Opactwa Cystersów, wzniesiony w latach 1681-1702.

HENRYKÓW







Końcówka Starego Roku była całkiem sympatyczna, przede wszystkim z uwagi na fakt, że mogliśmy być wszyscy w komplecie i cieszyć się sobą. Chociaż miniony rok zaliczam do trudnych, pełnych przeciwności losu, to jednak zakończyłam go pełna nadziei i wiary, że Nowy będzie dużo lepszy i wniesie w moje życie więcej optymizmu, radości i spełnienia, czego i Wam szczerze życzę.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :)

ALEXA

PS
Ogromnie dziękuję za wszelkie życzenia noworoczne jakie otrzymałam od Was w komentarzach, mailach i sms-ach. Osoby, do których nie udało mi się dotrzeć przed 1 stycznia, odwiedzę właśnie teraz :)