30.12.2010

Szczęśliwego Nowego Roku !!!

Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami.
Przyznam szczerze, że trochę się boję, bo z reguły zawsze obawiam się tego co jest mi obce i nieznane. Chyba wolę starą, ale sprawdzoną teraźniejszość, niż wielką niewiadomą, która czeka nas w przyszłości.
Już tak mam po prostu, i nic na to nie poradzę...

Święta upłynęły mi w iście rodzinnej atmosferze. Były przepełnione radością, nadzieją, i miłością.
Drugiego dnia świąt, zaliczyłam cudowny, długi spacer po lesie.
Mróz szczypiący w nos i uszy, skrzypiący pod nogami śnieg, iskrzące się w blasku słońca mroźne diamenty, i mijający nas obcy ludzie, serdecznie życzący „dobrego dnia”. To wszystko było powodem spontanicznej radości, i euforii pod oklepanym już sloganem:
„ŻYCIE JEST PIĘKNE!!!” :)













































 



































































Wiedziałam, że te Święta zapadną mi na długo w pamięci.
Tak samo jak wiem teraz, że Sylwester, oraz Nowy Rok będą inne niż zwykle, bardziej radosne, nieprzewidywalne i niezapomniane.
Wyjeżdżam jutro na kilka dni, i mam zamiar dobrze się bawić.
Ostatnia noc starego roku nie będzie hucznym balem, ani zabawą w klimatycznej restauracji, czy nawet domową prywatką w licznym gronie przyjaciół. Ale będzie bardzo miła, spontaniczna, i romantyczna...
Zasada, jaka mi przyświeca od lat brzmi:
Nie ważne jak i gdzie, ale ważne z kim...”


Moje Drogie Koleżanki, chcę życzyć Wam
wszystkiego dobrego na nadchodzący N. R. 2011.
Aby upływał Wam w zdrowiu, szczęściu, i miłości.
By przyniósł Wam wiele radosnych chwil, i spełnienie marzeń.
Bawcie się szampańsko, i w takim nastroju wkroczcie w „nowe”,
jakie niesie ze sobą Nowy Rok.

Ściskam Was serdecznie :*
Spotkamy się za rok, czyli już wkrótce ;)

22.12.2010

Wszystkiego naj, naj, naj...

PODSUMOWANIE ROKU 2010...
Ten rok nie był tym, który chciałabym wpisać na listę „do zapamiętania”.
Właściwie już od pierwszego dnia, od 1 stycznia 2010 modliłam się, aby czym prędzej się skończył. Wszystko układało się nie tak, nie po mojej myśli. Wszelkie wydarzenia rodziły kolejne smutki, a radość gościła u mnie niezmiernie rzadko. W dodatku te problemy zdrowotne...
Jedyny plus jaki dostrzegam, to fakt, że nadzwyczaj szybko przeminął, i wraz ze złymi wydarzeniami, wpisał się na listę „przeszłość”.
I niech tak pozostanie.
Jednak nie do końca jest to prawdziwe stwierdzenie...
Bowiem końcówka tego „przeklętego” roku okazała się być zaskakująco pozytywna. Zaczynam nawet wierzyć w stwierdzenie, że aby mogło być dobrze, najpierw musi być źle. Dostałam najpiękniejszy prezent od losu, który zrekompensował mi wszelkie zło jakiego doświadczyłam.
Ponieważ jestem osobą, która nie skrywa urazy, puszczam w niepamięć to co było złe, a cała sobą chłonę dobro, którego teraz doświadczam.
Już dziś wiem, że te Święta będą inne...
Już dziś wiem, że Sylwester i Nowy Rok zapadną mi na długo w pamięci...


Moje Drogie blogowe Koleżanki, z całego serca życzę Wam
spokojnych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia,
w gronie osób Wam życzliwych i najbliższych.
Aby w te dni uśmiech zawsze gościł na Waszych twarzach,
a w sercu tlił się niekończący żar miłości.
Niech końcówka tego roku zagości w Waszych sercach
miłym wspomnieniem, aż do kolejnych Świąt.

WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI !!!



16.12.2010

Biała Dama. Szczęśliwa kobieta...

Tytułowa „Biała Dama”, to oczywiście nie ja ;)
Ja, od wielu, wielu lat noszę podwórkowy przydomek „Black Lady”, który przywarł do mnie niczym guma do podeszwy buta. (zerknijcie na adres mojego bloga)
Jednak od kilku lat nieustannie choruję na chęć posiadania takowej we własnym „m”.
W zeszłym roku była „żywa”, prawdziwa choinka, która jednak skończyła żywot zanim doczekała się dalszych lat w przydomowym ogródku mojej mamy. W tym roku „postawiłam” na spełnienie wieloletniej zachcianki. I mam! :)














































































































































































































Bielusia niczym świeży śnieżek. „Wzrost” 180 cm. Przystrojona 300 szt białych, ledowych żaróweczek. Bombek niewiele, wszystkie w odcieniach srebra. I oczywiście duży komplet własnoręcznie zrobionych drucikowych ozdób, które dopiero teraz są właściwie wyeksponowane na tle śnieżnej bieli.
Aby ową damę odpowiednio ustawić w małym „m” musiałam zrobić małe przemeblowanie, które nie było obojętne dla fotela, podnóżka, stolika i stojaczka z koroną.
Do łask wrócił czekoladowy komplet: firany, poszewki na poduszki, które uszyłam w zeszłym roku, i obrus jaki udało mi się idealnie dopasować kolorystycznie do całości.

Ponieważ żaróweczki led'owe świecą bardzo jaskrawym światłem ubrałam moją damę oprócz nich, także w tradycyjne oświetlenie, które daje miłe i spokojne dla oka miękkie światło. Teraz w zależności od nastroju zapalam te, które aktualnie mi pasują, czyli zazwyczaj led'owe w dzień, a tradycyjne wieczorową porą.

















































OŚWIETLENIE DIODAMI LED...
Osobiście wolę stare, tradycyjne żaróweczki typu "ryż".























Po powrocie wzięłam się ostro za nadrabianie straconego czasu. A wiadomo, że jak baba się uprze, to potrafi nawet góry przenosić. I tak oto w mgnieniu oka umyłam okna, zrobiłam kilka prań, zmieniłam firanki i przystroiłam świątecznie moje cztery kąty. Wieczorkiem wprawdzie padłam na fotelu, ale widok ozdób świątecznych i atmosfera zbliżających się Świąt rekompensowała zmęczenie.

Miało być dzisiaj o nowych pomysłach na moje drucikowe „dzieła”. 
Niestety, będzie następnym razem, gdyż nie obfociłam poczynionych prac.
Muszę jeszcze dodać, że oczywiście wpadam na Wasze blogi, by poczytać i nacieszyć oczka Waszymi przygotowaniami do Świąt, ale już nie starcza mi czasu na zostawienie komentarza, co u mnie należy do rzadkości. Ale nadrobię zaległości jak tylko wyjdę na prostą z pracami w domu. 
Nie mam jeszcze ani jednego prezentu!!! A to zawsze należało do spraw priorytetowych :( 
Zakupy i potrawy też jeszcze daleko w polu :(
I gdyby nie fakt, że od jakiegoś czasu JESTEM NAJSZCZĘŚLIWSZĄ KOBIETĄ NA ŚWIECIE (no dobra, w Polsce bynajmniej), to pewnie załamałabym się zaistniałą sytuacją. Euforia, w której ostatnio żyję, nie pozwala mi na zamartwianie się przyziemnymi sprawami.
A jak wygląda ta szczęśliwa kobieta?
Jest zadbana, zawsze delikatnie pomalowana, ma czyste, lśniące włosy, każdy ruch wyzwala zapach unoszących się w powietrzu słodkich perfum, a uśmiech nie schodzi z jej twarzy. Oto i ona :)


Nie proście mnie jednak o zdjęcie sprzed pół roku, kiedy tkwiłam pogrążona w totalnej depresji. 
Obraz mojej osoby był odwrotnie proporcjonalny do dzisiejszego...

Dzisiaj wszystkim chcę życzyć szczęścia. 
Jest ono pojęciem względnym, i dla każdego oznacza zupełnie coś innego.
Dlatego życzę Wam szczęścia na miarę Waszych najskrytszych marzeń.
Moje właśnie się spełniają... :)
Niebawem uchylę rąbka tajemnicy ;)
Ściskam Was wszystkie i każdą z osobna bardzo ciepło i serdecznie :*