30.03.2010

Lampki, lampeczki...

Nie od dziś wiadomo, że uwielbiam, ba mam fioła na punkcie rzeczy służących świeceniu. Wszelkie lampy, lampki, lampeczki, świeczniki, świece, lampiony i latarenki są moim konikiem.
Chyba nawet nie odważę się podać łączną sumę wszystkich „świecideł” zamieszkujących ze mną, bo pomyślicie, że mnie „lekki” bzik dopadł ;)
W średniowiecznym pokoiku rycerskim pojawiły się dwa egzemplarze lapm naftowych, które jakiś czas temu przerobiłam na świecowe.
Pasują tu o wiele bardziej, niż wcześniej panoszące się lampy elektryczne. Jedna stoi na wąskiej komodzie i płomieniem świecy rozświetla kącik rycerski.



Druga, została „nieco” przerobiona...
Zamontowałam na niej całe 3 metry łańcucha o drobnych oczkach, który służy zarówno ozdobie, oraz jako element „zawieszkowy” lampy. Gruby łańcuch utrzymuje lampkę na haczyku. Moja metamorfoza wisi nad narożnie ustawionymi dużymi komodami. Wieczorem, przy zapalonej świecy tworzy rewelacyjny klimat!




Ostatnio zakupiłam kolejne dwie stare lampki (!!!).
Jedną planuję umieścić w pokoiku Oskara na biurku.
Jest ciężka, masywna. Metal był koloru złotego :( Abażur miała w kolorze kremowym ze złotymi obwódkami. Był tak nieproporcjonalnie duży, że bardziej przypominał statek kosmiczny ;)
Oczywiście natychmiast złoty kolorek zastąpiłam czernią, którą „popaciałam” dodatkowo grafitem.
Mały abażurek ze starej lampki, który wcześniej był w kolorze brązu został przemalowany na jasny popiel z delikatnymi czarnymi akcentami.
Powstała całkiem nowa lampka, która ma pewien atut, jest rozkładana.
Idealnie nadaje się do czytania bądź odrabiania lekcji.



Na drugą lampkę „chorowałam” od dawna: drewno + grube płótno.
Długo szukałam właściwej, aż wreszcie znalazłam.
Śliczna, na dosyć grubej, toczonej, drewnianej nodze osadzony jest abażurek uszyty z płótna z koronkową wstawką. Przy wiązaniu znajdują się dwa drewniane, ozdobne koraliki.
Natychmiast drewnianą nogę potraktowałam woskiem wybielającym, by całość stanowiła jasną, stonowaną barwę. Wygląda ślicznie!





Ale! No właśnie ale... :(
Kupiłam ją z zamiarem postawienia na okiennym parapecie w saloniku. W tym pokoiku oprócz lampy sufitowej znajduje się już 5 lampek elektrycznych, brakowało mi jedynie ostatniej, na parapet.
I tu pojawił się nieprzewidziany problem :(
Mam bardzo wąski parapet okienny i nowa lampeczka może na nim stać tylko przy zamkniętym oknie. Gdy uchylam okno, szyba „odbija” dosyć szeroki abażurek :(
Nie mam nawet możliwości, by zamienić ją miejscami z inną lampką!
Oj, wściekłam się!!! Ale już przełknęłam czarę goryczy i pogodziłam się z tym, że muszę ją odsprzedać. Zatem najpierw zapytam Was, czy ktoś nie ma ochoty na nią? Jeśli znajdzie się chętna osoba proszę o kontakt mailowy (po prawej stronie paska). Lampka ma 39 cm wysokości, abażur średnicy: dołem 23, górą 12. Podstawa lampy średnicy 13cm.
Cena identyczna jak przy zakupie. Gratis żarówka + bielenie woskiem :)
Kochani, zmykam!
Przed samymi świętami ekipa wymieniała mi rurę gazową w łazience. Chyba nie muszę mówić ile zostawili po sobie bałaganu!!!
Rękawy do góry i lecę sprzątać!
Oczywiście zajrzę tu jeszcze przed Świętami :)
Życzę wszystkim dużo słoneczka :)

**************************************************

24.03.2010

Wielkie porządki i jeszcze większe zmartwienie...

Witam Was po kilkudniowej przerwie, która była spowodowana dokładnie tym, co zawarte jest w tytule posta.
Wraz z nastaniem pierwszych symptomów wiosny wpędziłam się w wir wielkich, wiosennych porządków. Prałam, szorowałam i czyściłam wszystko co mi w ręce wpadło. Oczywiście wszelkie prace odbywały się w duecie z Darkiem, który w pomocach domowych jest niezawodny i niezastąpiony. Podczas gdy prałam firany, obrusy, koce i zmiany pościeli, Darek pięknie pomył wszystkie okna i doprowadził do porządku balkon po długim okresie zimy.
Okna lśnią czystością, ubrane w jasne, letnie „sukienki”.

Wersja dzień:


Wersja noc:


Pokoik Oskara:


Na parapecie w pokoiku Oskara znalazła swoje miejsce docelowe lampka, która wcześniej stała na narożnie ustawionych komodach. A w jej miejscu już niebawem pojawi się coś nowego...

Oczywiście lampka "okraszona" łańcuchami :)



Zrobiłam mini manekinka ze stojaka na biżuterię.
Odkręciłam haczyki, które znajdowały się w miejscu głowy. Zlikwidowałam długą, „balową” suknię, i dorobiłam ozdobne sznury mini korali. I mam swoją wersję miniaturki :)



Kurz został przepędzony nawet z najbardziej niedostępnych zakamarków. Właściwie wszędzie zapanowała sterylna czystość, a ja nadal wynajdowałam sobie kolejne prace, aby nie mieć czasu na trapiące mnie zmartwienie...


Dziewczyny...
 Wszystko wskazywało na to, że...jestem w ciąży!!!
Nerwówka trwała blisko 10 dni. Ale stres, który przeżyłam był tak ogromny, że zabrał mi chyba 10 lat życia!
„Proszę na siebie uważać. Absolutnie nie powinna Pani zajść w drugą ciążę, bo to z dużym prawdopodobieństwem tym razem mogłoby Panią zabić...” - Te słowa usłyszałam od lekarzy przy wypisie ze szpitala po urodzeniu Oskarka, oraz wielokrotnie od lekarzy kardiologów.
Mam chore serce, od 16 roku życia jestem na stałych lekach.
Rodząc Oskara, 15 lat temu byłam o wiele młodsza, silniejsza i jednak dużo zdrowsza. Co kilka lat robiąc kontrolną, szczegółową diagnostykę serca okazuje się, że wada postępuje i pociąga za sobą kolejne powikłania. Reasumując, im jestem starsza, tym bardziej mam schorowane serce i tym większe stanowi to zagrożenie dla mojego życia podczas ewentualnej ciąży.
Gdy mój regularny cykl zaczął się opóźniać, wpadłam w panikę. Chociaż wyrażenie „panika” jest delikatnym sformułowaniem tego co się ze mną działo. Psychicznie czułam się jakbym już jedną nogą była w grobie...
Przechodziłam przez to 15 lat temu, gdy w czasie porodu i kilka dni po nim, mocno stąpałam po „tamtej stronie życia”...
Nie chcę jeszcze raz przez to przechodzić, nie mogę, bo wiem, że nie dam rady.
Wiem, że tym razem przegram.
Wiem, że jestem zbyt słaba.
Darek był chyba w jeszcze większym stresie niż ja. Obarczał się winą, gdyż czuł się współodpowiedzialny za stan lęku w jakim się znajdowałam. Codziennie jechał do pracy z biegunką i codziennie z nią wracał.
Wszystko działo się do wczoraj.
Po wykonaniu testu, który wyszedł negatywnie i wywołaniu miesiączki czułam, że powraca do mnie wizja dalszego życia... Moja radość była tak ogromna, że nie sposób jej ubrać w słowa.
Kobiety, dla których dramatem jest fakt, że nie mogą zajść w ciążę, pewnie nigdy nie zrozumieją mojego lęku i stanu umysłu w jakim znalazłabym się będąc w ciąży.
Dla mnie ten błogosławiony stan oznacza WYROK!
Taki życiowy absurd...
Z jednej strony dajesz życie nowej istotce, ale tym samym poświęcasz swoje...
Będąc jedynaczką, zawsze marzyłam o tym, by mieć dwoje dzieci.
Niestety, choroba zdecydowała, że będzie inaczej. Moje marzenie o drugim dziecku przerodziło się w paniczny lęk.
Lęk graniczący z fobią przed zajściem w ciążę.

PS
Dzisiejszy wpis ukazał się, by dać dowód na to i uzmysłowić niektórym kobietom, że czasem wielka żądza chęci zajścia w ciążę u jednych, może być tak samo wielka jak niechęć zajścia w ciążę u drugich.
I to nie z błahych powodów.
Tylko tam, gdzie stawką jest życie.

Dziś już z uśmiechem na ustach i ulgą w sercu życzę Wam pięknych, słonecznych dni :)
A już niebawem kilka nowości, które pojawiły się w moim „m” i które czekają na „małe” przeróbki :)
A teraz biegnę do Was, bo nie było mnie tu kilka dni!

**************************************************

16.03.2010

Wyniki "Candy koleżeńskiego"

Kochane, miałam z tym sporo zabawy, inaczej mówiąc była to dość mozolna praca z wyszukiwaniem nicków z 10 postów, dbaniu o to, by nikogo nie przeoczyć, lub nie wpisać podwójnie (czasem jedna osoba komentowała jeden post dwukrotnie).
Oto jak przedstawiają się wyniki:
- brałam pod uwagę posty od "Moja wirtualna siostrunia" do "Rarytas"
- wpisało się łącznie 70 osób
- osób, które na 10 postów zostawiły ponad 5 komentarzy było 12
- lista osób z największą ilością potwierdzonych odwiedzin:

Madlinka - 6,
violcio11 - 6,
Mira - 6,
blog niedzielny - 6,
Elamika - 6,
Spełnionych marzeń świat mój - 7,
ika - 7,
Jolanna - 7,
MariaPar - 9,
deZeal - 9,
ma.ol.su - 9 
aagaa - 10

Wobec powyższego bezapelacyjnie, bezspornie miejsce pierwsze zajmuje Kochana aagaa, której z ogromną przyjemnością i nieopisaną radością wyślę drobny upominek :)
Drugą z osób musiałam wylosować spośród trzech: MariaPar, deZeal i ma.ol.su. Pomyślałam szybko o cyfrze, pierwsza jaka przyszła mi do głowy była 17. Odliczałam więc kolejno i wyszło na...deZeal!
Kochana deZeal ogromnie się cieszę, że będę mogła podarować Ci coś od siebie :)
Kochane dziewczyny proszę Was o kontakt mailowy (adres na bocznym pasku).
Jak najszybciej pobiegnę na pocztę, by wysłać Wam to, co dla Was przygotowałam:



Każda z Was otrzyma moje nowe serducho i pierwsze drucikowe jaja wielkanocne:


Do tego dołączy jeszcze gratis, który również sama zrobiłam,
ale tym razem nie jest to wyrób z drucików :)



Jeszcze raz serdecznie Wam gratuluję!
Nie macie pojęcia jak się cieszę, że mogę Wam wysłać cząstkę siebie ;))

Na koniec chciałabym bardzo gorąco, od serca podziękować Wam wszystkim za komentarze, za chwile, które poświęcacie dla mnie, dla tego co robię i o czym piszę. Jesteście mi bliskie, choć może trudno w to uwierzyć zważywszy na odległość i fakt, że nie znamy się osobiście.
Należycie do mojego wirtualnego świata, jesteście jego cząstką. Tworzymy coś na wzór wirtualnej przyjaźni, którą bardzo sobie cenię.
Takie candy koleżeńskie będę organizowała co jakiś czas, spontanicznie. Mam nadzieję, że będę miała okazję ku temu, by cząstkę siebie wysłać do wielu z Was :)



Jeśli podoba się Wam moja wersja candy nie mam absolutnie nic przeciwko,
abyście tego typu zabawę przeprowadzały na swoich blogach.

Na koniec chciałam Was przeprosić za opóźnione reakcje na Wasze komentarze pod moimi postami.
Zawsze staram się nie lekceważyć Waszych słów i do każdej z Was skierować choć kilka zdań, lub słowo dziękuję.
Tym razem uczyniłam to z opóźnieniem, i pod trzema ostatnimi postami napisałam po kilka słów do każdej z Was Drogie Dziewczyny :)
Pozdrawiam Was wszystkie bardzo serdecznie i życzę miłego tygodnia :)

**************************************************

15.03.2010

"Grota rycerska" 15-latka.

Witajcie w ten smętny, pochmurny dzionek.
Za oknem mnóstwo kałuż po wczorajszym całodniowym śniegu z deszczem. Ale meteorolodzy pocieszają nas, że przed nami OSTATNI tydzień zimy! Zobaczymy, jak tym razem sprawdzi się ich „przepowiednia” :)
Wczoraj zamknęłam temat pokoiku Oskara.
To, co miałam w planach do zrealizowania zostało poczynione i myślę, że mam spokój...na jakiś czas ;)
Dziecko rośnie, zmienia się jego charakter i upodobania. Co kilka lat „dopasowuję” jego pokoik do aktualnego wieku i stanu emocjonalnego. Przerabialiśmy pokoik pluszakowy, bajkowy, zabawkowy. Potem był pokoik z klimatem indiańskim, żołnierskim i...bliżej niesprecyzowanym.
Tym razem mottem przewodnim miało być RYCERSTWO, a ogólnie mówiąc historia. Syn od najmłodszych lat fascynował się odległymi czasami. Jego ulubionym jest XV wiek, czasy rozkwitu rycerstwa. Dwa razy do roku jeździ na turnieje rycerskie. Czyta książki o tej tematyce, nie przepuści żadnego z filmów.
Gdy dowiedział się, że mam zamiar „odświeżyć” jego pokoik, błagał mnie tylko o jedno: mamo, proszę, obiecaj, że nie zrobisz mi pokoiku na wzór reszty mieszkania. Nie chcę żadnych „babskich” akcentów, pobielonych rzeczy i „słodkości”.
Uszanowałam prośby młodego, dorastającego, 15-letniego mężczyzny :)
Nie jest więc ani biało, ani słodko, ani „babsko” :)
Motywem przewodnim stał się łańcuch, który zagościł na lampie sufitowej, na świecowych kinkietach, na drewnianym kole (ster) i nawet miejscami na ścianie.





Brakowało mi ciężkich elementów żeliwnych, dlatego postanowiłam, że półki, które planowałam zamontować, będą posiadały żeliwne wsporniki.



Meble, w miejscach gdzie znajdują się szuflady zostały oklejone ciemną, drewnopodobną okleiną meblową dla dodania im „powagi”. Tą samą okleiną potraktowałam parapet okienny, oraz stolik komputerowy, który jest niczym innym jak starym stolikiem rtv.







Okleiłam dymną szybę, by za nią mogło skryć się urządzenie wielofunkcyjne, kierownica z pedałami, pady i gry, czyli cały misz-masz akcesoriów komputerowych, które raczej szpecą niż zdobią pokój.
Okleiną potraktowałam również dwie okrągłe kolumny, by stały się bardziej wyraziste na tle bukowego mebelka.
W miejscu, gdzie z założenia powinien znajdować się odtwarzacz powstał wysuwany blat pod klawiaturę. Przerobiłam go z poprzedniego biurka. Wystarczyło jedynie dociąć go wyrzynarką pod wymiar obecnej wnęki. Wygodny, duży blat natomiast został dopasowany z ogromnego, narożnego biurka. Wyrzynarką ścięłam cały „trójkąt”, który miał za zadanie wpasować się w narożnik pomiędzy ściany. Powstał blat o wymiarach 120/60, który zwyczajnie nałożyłam na górę stolika.
W ten sposób zrodziło się wygodne miejsce do czytania, pisania i oddawania się komputerowemu szaleństwu.



Zamówiłam dwie półki, które już w wyobraźni widziałam jak wiszą nad narożnie ustawionymi komodami. Trzecia, dużo mniejsza półeczka nie była planowanym zakupem, trafiła się jako gratis w ramach przeprosin za spore opóźnienie w realizacji zamówienia (o czym już pisałam). Ona znalazła miejsce nad stolikiem komputerowym.
Duże półki, jak widać jeszcze nie są zagospodarowane, ale właściciel pokoiku zdradził mi, że na jednej będzie ustawiona kolekcja ulubionych książek o tematyce „Największe bitwy historii”, a na drugiej kolekcja płyt z filmami o tematyce samolotów bojowych na przełomie dziejów.


Na komodach (jak widać) jeszcze jest dość...nijako. Sukcesywnie ozdobne bibeloty będziemy zastępować bardziej męskimi i poważnymi przedmiotami.









To by było na tyle odnośnie pokoiku.
Ponieważ post okazał się być dłuższy niż przewidywałam wyniki candy ogłoszę kolejnym razem, poświęcając temat na osobny post. Zdradzę Wam tylko, że wynik jest już mi znany. Uchylę rąbka tajemnicy...jednej z Was nick zaczyna się na literkę „a”, a drugiej na „d”. Więcej nic nie powiem ;))
A teraz tak jak obiecałam poświęcam czas dla Was. Biegnę szybciutko na Wasze blogi by poczytać i nacieszyć oczka, by napisać słów kilka i dać wyraz, że jestem z Wami :)
Życzę Wam miłego, pełnego spokoju tygodnia :)

**************************************************